1234567

Relacja z wyprawy na Antarktydę / Polska Stacja Arctowski

  
W tej sekcji umieszczamy relacje z podróży po Antarktydzie

Relacja z wyprawy na Antarktydę / Polska Stacja Arctowski

Nieprzeczytany postprzez ccc » 12 kwi 2016 13:36

Widze, ze jest spore zainteresowanie polarnymi klimatami i ze wzgledu na szczegolne prosby Uzytkownikow i Administracji postanowilem napisac ta relacje. :)

Wstep:

Pomysl na Antarktyde powstal podczas mojej niezapomnianej wyprawy do Chile, ktora udalo mi sie polaczyc z Wyspa Wielkanocna. Obserwujac dostojne spacerujace pingwiny w Punta Arenas pomyslalem czemu nie wyskoczyc na Antarktyde i w koncu zdobyc moj 7 kontynent!
Ceny przelotow z Chile na Antarktyde byly odstraszajaco wysokie. Podobno podpisuje sie klauzule, ktora nie daje gwarancji ladowania na stalym ladzie Anatarktydy w przypadku ciezkich warunkow atmosferycznych.
A wiec moje pierwsze podejscie nie wypalilo.
Rok pozniej zamowilem 2.5 tyg. wycieczke objazdowa po Argentyne, miedzy innymi slynne wodospady Iguazú i mialem szczescie, podobnie jak w Chile, mialem byc z grupa, ale okazalo sie, ze to bedzie prywatna wyprawa, bylem tylko ja, Pani pilotka i kierowca, dokladnie tak jak lubie.
Pomyslalem, skoro bede w Ameryce Poludniowej to warto zahaczyc o Antarktyde, wtedy mozna zaoszczedzic na przelocie transatlantyckim. Jedynym powaznym problemem byly finanse i czas.

Plan przelotow transatlantyckich:
przeloty.png
przeloty.png (21.25 KiB) Przeglądane 6867 razy
Koszt z podatkami lotniskowymi: 1680.- CHF.

Poza tym mialem jeszcze kilka przelotow liniami LAN i AR oraz dodatkowe koszty:
inter.png
inter.png (4.95 KiB) Przeglądane 6867 razy

Niestety, moj plan lotow wewnetrznych zostal pozmieniany, z dodatkowymi miedzyladowaniami, np. z Calafate lecialem nie bezposrednio do Buenos Aires, ale poprzez Ushuaia. Niektore przeloty mialem nawet w business class, mimo iz kupilem economy. W sumie sporo tych przelotow, tylko szkoda ze wtedy nie zbieralem punktow milowych, ale ze stratami trzeba sie liczyc, bo czlowiek nie zajedzie daleko. Na szczescie mozna jeszcze liczyc na inne punkty, ktore bardziej procentuja i najwazniejsze, ze nigdy nie przepadaja.:-)

Wracajac do Antarktydy, w tanszych kabinach nie bylo juz wolnych miejsc. Byla opcja za ok. 8000.- CHF w 2-sobowej kabinie o wyzszym standardzie, category 3. Doplata do jedynki prawie podwojna!
Czasu do namyslu bylo niewiele, a wiec zamowilem dodatkowo na deser 11-dniowa wyprawe na Antarktyde.
Zamawialem poprzez agencje w CH, de facto ta sama agencja, ktora ukladala mi caly program zwiedzania Argentyny.

Dla przykladu ceny 11-dniowej wycieczki na Antarktyde, oczywiscie bez przelotow transatlantyckich:
wycieczka.png
wycieczka.png (10.84 KiB) Przeglądane 6867 razy

Sporo chetnych zamawia takie wycieczki z duzym wyprzedzeniem. Jesli ktos dysponuje sporym wolnym czasem, to moze poleciec do Ushuaia, zorientowac sie na miejscu i ewentualnie zabookowac taniej. Oczywiscie pod warunkiem, ze beda jeszcze wolne miejsca, ale sam pobyt w Ushuaia rowniez niezle kosztuje.
Zapytalem z ciekawosci w kilku lokalnych agencjach, ceny zaczynaly sie od 4000.- USD za osobe, w najtanszych 3- lub 4-osobowych kabinach. Jesli to bedzie kilkuosobowa kabina to istnieje prawdopodobienstwo, ze ktos moze wydawac glosne dzwieki podczas spania. Jeszcze gorzej, gdy sie z kims dzieli kabine i akurat bedzie ciezko przechodzil chorobe morska.
Mysle, ze wieloosobowa kabina pewnie by mi nie odpowiadala. W koncu jedzie sie nie tylko zobaczyc, ale rowniez zrelaxowac i wypoczac. Moze potrzebowalem pewnego luxusu, marzylem zobaczyc Antarktyde, ale nie za wszelka cene.

Wyprawa:

Po przylocie padal snieg. Ushuaia to male miasto, ok 70‘000 mieszkancow ze sloganem "Al fino del mundo", tzn. na koncu swiata, cos w tym jest. Jest to strefa bezclowa i jak podaja w przewodnikach, najbardziej na poludnie wysuniete miasto swiata. Ale zaraz, przeciez Puerto Williams w Chile tez jest miastem, liczy ok. 3000 mieszkancow i lezy jeszcze nizej!
Jak widac, nie wszystko sie zgadza co pisza w przewodnikach. :?

Podczas mojego wczesniejszego pobytu w Ushuaia mialem okazje wynajac awionetke i polatac nad kanalem Beagle.
Pilot Nicolas, rowny Gosc, pozwolil mi przejac ster na ok. 15 minut. Zdarzylo mi sie wczesniej pilotowac awionetki w Afryce, glownie w Namibii i w Botswanie, ale powiem szczerze, tym razem balem "mnie". Pogada byla nieciekawa, strasznie rzucalo i trudno bylo utrzymac ster.
Faceci sa jednak jak dzieci... :-)
Dla zainteresowanych podaje nazwe: Aero Club Ushuaia.

Najpierw byla jedna noc w 4* hotelu Albatros, hotel byl wliczony w cene wycieczki.
Wieczorem postanowilem poszukac jakiejs fajnej restauracji z owocami morza.
Hotel polecil mi restauracje Villagio, zamowilem "centolla", czyli czerwony krab krolewski, do tego butelke Malbeca, gdyz nie lubie bialych win. Przepadam za krabami krolewskimi od mojego pobytu w Chile.

Nastepnego dnia wstapilem do Kosciola w Ushuaia, uwielbiam Koscioly, szczegolnie jak nie ma jeszcze ludzi.
Przekasilem cos na miescie i udalem "mnie" na statek.

Ok. 16 po poludniu mielismy odprawe paszportowa. W porce kupilem rum oraz jedenego z moich ulubionych whiskaczy, 18-letni Glenfiddich. Nastepnie wejscie na statek, walizki czekaly przed wejsciem do kabin i otrzymalismy cieple kurtki polarne. Poza tym standard, szkolenie na wypadek awarii, a wieczorem powitalny szampan i przedstawienie zalogi.

Wreszcie odplywamy z Kanalu Beagle, na lewo i prawo lad, po lewej stronie Argentyna, po prawej Chile, a pozniej juz tylko otwarte morze.

Statek mogl zabrac ok. 120 pasezerow, wszystkie miejsca zostaly wykupione, ale bylo tylko ok. 90 uczestnikow, niektorzy zamozni turysci zaplacili prawie podwojnie, aby miec kabine do wlasnej dyspozycji.
Taki maly statek bardzo mi sie spodobal, nie lubie poteznych statkow, gdzie jest masa turystow. Poza tym ucieszylem "mnie" bardzo widzac nawet sporo mlodych ludzi. Srednia wiekowa na takich statkach nie rzadko siega 70.
Bywa i tak, ze bogaci ludzie wypuszczaja ponad 80-letniego dziadka w rejs wycieczkowcem-hotelem po swiecie, aby miec w domu spokoj i prawdziwe wakacje. Biedak czasem nawet nie wie, gdzie jest. :)

Kabina byla przestronna i dosc porzadnie urzadzona, z wiekszym prostokatnym oknem, stolikiem oraz prywatna lazienka z prysznicem. Kilka razy dziennie swieze reczniki i ciagle wysprzatane na medal. Na samym poczatku rozdalem sympatycznym Paniom sprzataczkom szwajcarskie czekolady oraz dalem napiwki. Lubie dawac napiwki z wyprzedzeniem, gdyz napiwki dawane na koniec nie przynosily oczekiwanych efektow.

Taka ciekawostka, w toaletach kolo sali wykladowej byly duze okna bez zaslon! :)

Statek zostal zbudowany w 1972 roku w Danii i nalezal do kanadyjskiej korporacji G Adventures. Na poczatku sluzyl jako prom, pozniej byl uzywany w roznych rejonach, a na koncu przebudowanio jako statek expedycyjny przystosowany do regionow polarnych. Posiada klasa lodowa 1B i przyrzady sonarowe zmniejszajace ryzyko kolizji z gorami lodowymi. Najwieksza szybkosc to 17 wezlow (31 km/h). Wyposazony jest w 6 lodzi ratowniczych, mogacych zabrac 150 osob i dla kazdego uczestnika byl przygotowany specjalny kombinezon do przezycia w ciezkich polarnych klimatach.

Dowiedzialem sie od zalogi, ze poprzedni statek tej korporacji o nazwie MS Explorer zatonal na Antarktydzie w 2007, po zderzeniu z gora lodowa! Opowiadali mi Filipinczycy pracujacy na statku, ktorzy ta katastrofe na wlasnej skorze przezyli. Niezybyt podbudowujace, dowiedziec sie bedac juz na pelnym morzu w drodze na Antarktyde.

MS_Explorer.png
MS_Explorer.png (120.65 KiB) Przeglądane 6867 razy

http://www.nbcnews.com/id/21935099/ns/w ... ntarctica/
https://en.wikipedia.org/wiki/MV_Explorer_%281969%29

Statek byl w miare komfortowo urzadzony, mial sale wykladowa, kiosk, sale fitness, saune, biblioteke, no i oczywiscie slynny „Polar Bear Bar“, ktory okazal sie dzielnym towarzyszem podrozy.
Na pokladzie znajdowalo sie 13 zodiakow (gumowych pontonow) i na 10 wycieczkowiczow przypadal jeden opiekun, ktory byl rowniez lektorem.
Zaloga statku: rosyjsko-ukrainsko-filipinska, w kierownictwie wyprawy byli ludzie z anglojezycznych krajow, przewaznie z USA, Kanady, Anglii, Australii i RPA. Szefowa kuchni byla Brazylijka, a kapitan Alieksiej byl z Ukrainy. Jezykiem pokladowym byl jezyk angielski.

Ciekawe, ze nie dostalismy zadnych kluczy do kabin, ktore podczas calej wycieczki nie byly zamykane. Zostawialo sie na stoliku w kabinie drogi sprzet fotograficzny, laptopy, tablety i nic nie ginelo. :-)

Podzielono nas na dwie grupy, chodzilo o pozniejsze zejscia na lad i poprzez glosniki w kabinach oglaszano plan zajec i podawano terminy tzw. briefing-ow.
Kazdy uczestnik musial wyprobowac gumowe kalosze, potrzebne pozniej do zejsc na lad.

Pierwsze dwa dni przez Drake Passage, bylem przygotowany na niezle kolysanie, ale morze o dziwo w miare spokojne. Straszna nuda, a wiec imprezowalem z Norwegami, alkohol lal sie strumieniami. Ci wariaci pili, jakby jutro miala byc jakas prohibicja, a ja mowilem juz chyba tylko po norwesku.
W barze jedno pol litrowe piwo kosztowalo 6.- USD, a jedna mala lufka koniaku "Remy Martin" 8.- USD.
Na samym poczatku dalem kelnerom Filipinczykom "na dzien dobry" napiwki w twardej walucie. Od tej pory bylem dosc uprzywilejowanem gosciem. Nalewali mi na prawde od serca podwojnie lufki koniaku, liczac prawdopodobnie za pojedyncze, jak sie pozniej okazalo. Nawet nie musialem podpisywac rachunkow tak jak inni goscie.
Cale szczescie, ze pozniej zabraklo koniaku, poniewaz zaczynalem przysypiac na ciekawych wykladach o Antarktydzie.

Kuchnia byla wysmienita, dosc kreatywna. Wydaje mi sie, ze kazdy mogl znalezc swoje przysmaki, jak np. sushi, byl nawet jeden z moich ulubionych serow szwajcarskich o nazwie "Jersey Blue". Na sniadania i obiady serwowano obfity szwedzki stol, a na kolacje mozna bylo zamowic wspaniale 4-daniowe z karty menu.
Do kolacji zamawialem winko, mieli nawet mojego ulubionego Malbeca w cenie 28.- USD za butelke. Nie bylo przydzielonych siedzen, kazdy siadal gdzie chcial. Za kazdym razem siedzialem z kims innym, byla okazja poznac fajnych ludzi i porozmawiac w roznych jezykach.
Service byl perfect, a obslugiwaly nas mlode i slodkie Filipinki.:-)

Po kolacji w barze muzyka live . Poznym wieczorem bylo jeszcze karaoke filipinskie. Przecietny Filipinczyk uwielbia spiewac, czy mu to wychodzi czy nie, ale traktuje spiew jako doskonala zabawe. Podobno Filipinczycy nie potrafia obyc sie bez karaoke, tak jak Norwegowie bez alkoholu.

W koncu po 2 dniach ujrzelismy spektakularne gory lodowe, ktore robia niesamowite wrazenie, a przy tym czyste jak krysztal bardzo swieze powietrze. Wydawalo mi sie, ze widze kilka razy dalej, niz normalnie.

Musialem spauzowac z Norwegami, ktorzy tak "ich" rozkrecili, ze sniadania zaczynali od browarka, a ja notabene lubie dopiero wieczorem. Nie dawali mi spokoju, ciagle o mnie pytali, w kazdym razie gdzies tam na mnie czyhali.
Nie omieszkalem zapytac jednego Norwega czy sie czuje tak jak wyglada.

Mialem wrazenie, ze kapitan Alieksiej mnie polubil, zaprosil do swojej kabiny i poczestowal polska Zubrowka. Nie wiem i nie pytalem, skad wyczarowal taka 1-litrowa “maciorke”. Ja co prawda wodkowy nie jestem, ale Zobroweczke akurat lubie, gdyz przypomina jeden taki wspanialy kraj. Kapital potrafil ugoscic, uraczyl dobrymi winami i nagral mi CD z fajna ukrainska muzyka. Rozmawialismy po rosyjsku, poniewaz nie znam ukrainskiego.
W kabinie Kapitana byly fajne imprezy. Kapitanowi podoboly sie rozne ciekawe historie z moich pobytow na Ukrainie i Krymie, szczegolnie przygoda z carskimi monetami na lotnisku w Kijowie.

Mialem niesamowite szczescie, ze odwiedzilismy Polska Stacje Arctowski, ktorej wczesniej nie planowano, dla mnie absolutne highlight!
Kapitan Alieksiej tak zorganizowal, ze tam zawitalismy, obiecal ze pojedziemy i dotrzymal slowa.
Otrzymać pieczatki ze stacji w paszporcie, a przede wszystkim chlapnac sobie wodeczki z naszymi chlopakami ze stacji to niesamowite przezycie.
Zapytalem pierwszego napotkanego pracownika ze stacji, czy nie moglibysmy sobie strzelic po lufce i mowie, ze najlepiej to szefa zapytac, a on mowi "Chodz, jestes zaproszony, notabene ja tu jestem szefem. :)
Lepiej trafic nie moglem, poszlismy oczywiscie tak po cichu na zaplecze. Chlopcy ze stacji pozwolili nawet zapalic cygaro w specjalnym pomieszczeniu, ktore otrzymalem od jednego pasazera ze statku.

Polska Stacja Antarktyczna zostala uruchomiona 26 lutego 1977 i miesci sie nie na samej Antarktydzie, ale na sasiadującej z nią Wyspie King George (Krola Jerzego). Jest zamieszkana przez caly rok, a latem, czyli wtedy, kiedy my mamy zime, przyjmuje sezonowe ekipy badawcze. Podczas antarktycznej zimy - od marca do listopada - w stacji pozostaje tylko 7 osob, wczesniej kilkanascie, pilnuja, aby nie zamarzla. Poza tym chlopcy narzekali, ze b. slabo platna praca. Prowiant musi wystarczyc przez cala zime. Sprzet badawczy oraz zaopatrzenie jest transportowane raz w roku statkiem rosyjskim. Rosjanie biora tylko 1 milion zlotych za kurs w obie strony, prawdopodobnie zaden polski armator nie pojechalby za takie pieniadze.
Oddalona od kraju Polska Stacja Antarktyczna b. cierpi z powodu, niewystarczajacego finansowania i braku zainteresowania ze strony polskich wladz. Polska wydaje na utrzymanie tylko 2,9 mln zl, a potrzebne jest minimum 2 razy wiecej, chodza nawet pogloski, ze ma zostac definitywnie zamknieta. Moim zdaniem bylaby to wielka strata dla Polski i calego Swiata Nauki.

Przepisy na Antarktydzie sa dosc restrykcyjne, nigdzie na ladzie nie mozna zapalic, czy tez wziasc jakiegos kamyczka ze soba, ani tez nic po sobie pozostawic. Jednorazowo moglo zejsc na lad tylko 50 osob, a pozostalych 50 osob musialo cierpliwie czekac, az tamci wroca. Podobno, aby zejsc na lad, kazdy armator musi miec specjalne pozwolenie na okreslana liczbe osob. Z reguly mielismy dwa, a czasem tylko jedno zejscie na lad dziennie, w zaleznosci od pogody, ktora potrafi zmieniac sie bardzo szybko, od slonca, po mocno dokuczliwy i szczypiacy wiatr, deszcz, snieg, a nawet sniezyce. Jak na Antarktyde mielismy w miare dobra pogode.
Ja i tak mam sporo szczescia podczas moich wypraw. Analizujac moje dalekie wyprawy, to do tej pory jedynym powaznym niewypalem byla paskudna pogoda na Wyspie Wielkanocnej, bloto i drogi praktycznie nieprzejezdne, ale wpadlem na pomysl, wypozyczylem konia i przejechalem prawie cala wyspe.

Najwazniejsze, ze udalo sie zaliczyc kilka ladnych zejsc na stalym ladzie Antarktydy. :)
Ciekawe, ze pingwiny sie nie baly i nawet bardzo blisko podchodzily.
BTW pingwinom nie wolno blokowac przejscia oraz za blisko podchodzic, wyjatkiem jest gdy same podejda. Poza tym nalezy zachowywac sie cicho i spokojnie, jak rowniez nie robic gwaltownych, niespodziewanych ruchow. Niestety, nie wszyscy turysci trzymali sie tych zasad.
Za kazdym razem przed i po zejsciu na lad byla dezynfekcja butow (gumowych kaloszy), a podplywalismy tzw. zodiakami czyli motorowymi pontonami. Podobalo mi sie, ze tak dbaja o ten wspanialy kontynent.

Za wykupiona wczesniej, dodatkowa oplata, oferowane byly wycieczki kajakowe oraz nocleg w namiotach na stalym ladzie Antarktydy.
Podczas jednego zejsca na lad byla mozliwosc zjechania na tylku z gory lodowej, fajna atrakcja, ale snieg nabral mi sie do gumowiakow.

Raz padal snieg, takie duze platki sniegu, do tego wspaniale antarktyczne kulisy, bylo doslownie jak w bajce, chyba nigdy nie zapomne tego magicznego momentu.
Woda potrafi przybierac rozne kolory od turkusowego po zielony, szary, niebieski, granatowy, a nawet czarny jak olej, a w niej odbijajace sie gory lodowe, cos niesamowitego, niepowtarzalnego, a nawet inspirujacego.
Uwielbialem uciekac na zewnatrz, szczegolnie jak nie bylo tam jeszcze nikogo i delektowac "mnie" swiezym powietrzem oraz spektakularnym, antarktycznym otoczeniem.

Pewnego dosc poznego wieczoru siedzialem jeszcze w barze, ze Szwajcarem i Anglikiem. Nagle przychodzi i dosiada sie do nas taka mloda i ladna "Mroweczka", Brytyjka z australijskim pochodzeniem. W pewnym momencie mowi, ze dla niej bardzo wazny jest sex na Antarktydzie i koniecznie musi zaliczyc. W pierwszej chwilli pomyslalem, ze pewnie zartuje, ale okazalo sie, ze to prawda, skoro nie byla pijana i zapytala calkiem serio po raz kolejny, kto chetny. To pytanie wybilo nas z rytmu i nastala gleboka cisza. Faceci nie sa az tak odwazni, jakby sie wydawalo. Poszedlem do baru zamowic kolejnego drinka, jeszcze troche posiedzielismy i w koncu dziewczyna zniknela z Angolem. Notabene, podrozowala z papa i biedny papa szukal w nocy coreczki po calym statku. :)

Jeszscze taka jedna ciekawa historia. Na tym statku podrozowalo 2 Niemiaszkow, jeden z Niemiec Zachodnich ok. 80-ki i jeden z Niemiec Wschodnich, ok. 65 lat. Mimo iz dzielili ta sama kabine to wcale ze soba nie rozmawiali, nawet gdy byli wczesniej razem w 2-osobowym pokoju w Buenos Aires i Ushuaia. Wydawalo sie, ze to ten z Niemiec Zachodnich milczal. Na szczescie obaj chetnie rozmawiali ze mna i jak jeden chcial sie cos od drugiego dowiedziec to pytali przeze mnie. Dziwne, ale prawdziwe.
De facto, starszy gosc z Niemiec Zachodnich nie zaliczyl ani jednego zejscia na lad i nikomu nie pozwalal byc fotografowanym.
Z kolei gosc z Niemiec Wschodnich podarowal mi orginalnie zapakowana zimowa czapke milicyjna z czasow DDR-u oraz kilka porzadnych cygar. Pewnie ani w Biedronce ani w Auchan takiej czapki nie kupie. Ta sama czapka musiala pozniej pojechac ze mna na Spitsbergen, Grenlandie, a nawet na Biegun Polnocny. :-)

Wracajac do tematu, bylo wiele atrakcji, kajaki, noc w namiotach na stalym ladzie Antarktydy, barbecue z szampanem na zewnatrz na pokladzie. Mozna tez bylo wziasc udzial w wielu ciekawych historycznych lub klimatycznych wykladach, czy tez obejrzec jakis fajny film o polarnej florze i faunie.

Nie rozumiem, czemu kierownictwo wycieczki zapomnialo zorganizowac zwiedzanie maszynowni, ktorej szefem byl Rosjanin Dymitrij. Udalo mi sie zalatwic prywatne zwiedzanie. Wzialem ze soba kilka osob ze statku, zwiedzilismy maszynownie i odsalarnie wody morskiej. Tlumaczylem z rosyjskiego na niemiecki i angielski.
Za ta grzecznosc postawilem Dimitrowi w barze i na koniec otrzymal kurtke polarna.

Zawitalismy na wulkaniczna wyspe Deception o b. ciekawym, okraglym ksztalcie, polozona na poludniu Szetlandow Polud.
Ladowanie odbylo sie w Whalers Bay. Moja uwage zwrocily potezne, pordzewiale zbiorniki z metalu, nalezace do porzuconej stacji badawczej. Przypominalo kulisy z filmu "The Thing".
Dla chetnych byla kapiel w lodowatym morzu przy temp. 0°C. Kilku chlopcow przebieglo na waleta po plazy, ale tak specjalnie, aby wszystkie dziewczyny mogly zobaczyc, co maja ciekawego do zaoferowania, a nastepnie wskoczyli do wody. Widzac po reakcji, szczegolnie starsze panie byly mocno podexcytowane tym niecodziennym widokiem. Po kapieli oferowana byla lufka rumu.

Po drodze napotkalismy orki, ale byly bardzo daleko i nie udalo mi sie sfotografowac. Nie mialem odpowiedniego sprzetu do fotografowania z duzych odleglosci. Niektorzy uczestnicy, to mieli takie okazale aparaty fotograficzne z dlugim objektywem, ze przejsc obok bylo wrecz niemozliwe. No coz, mali ludzie male aparaty, wielcy ludzie duze aparaty. Kto wie, moze w ten sposob chcieli cos tam sobie zrekompensowac. :-)

Innym razem przywitala nas samotna, dostojna uchatka antarktyczna na krze lodowej. Poza tym napotykalismy slonie morskie, wieloryby, a nawet lamparty morskie.

Widzac wspaniale kulisy wychodzilem bez kurtki na zewnatrz, nie chcialem tracic czasu na zejscie do kabiny, aby sie odpowiednio ubrac i mocno wdychalem to czyste zdrowe powietrze. Ludzie mocno poubierani w kurtki zimowe, czapki, rekawiczki, nie potrafili zrozumiec, ze nie dostaje tzw. gesiej skorki. W koncu kapitan poprosil mnie, abym "mnie" odpowiednio ubieral, bo inni widzac mnie, strasznie trzesa sie z zimna. Nie wiem czemu, ale czasem nie odczuwam zimna jak inni i nie ma to nic wspolnego z alkoholem. Podobno marznie sie bardziej po alkoholu, ktory rozgrzewa tylko na krotko, poniewaz powoduje rozszerzenie naczyn krwionosnych, a to prowadzi do szybkiej utraty ciepla.

W drodze powrotnej mielismy potezne fale na Drake Passage i ostro kolysalo statkiem. Na dodatek wial silny wiatr, wyjscie na zewnatrz bylo zabronione. Sporo uczestnikow powaznie chorowalo, niektorzy nawet nie wychodzili z kabiny. Wiekszosc miala poprzyklejane takie male okragle plastry za uchem. Nie wiedzialem w jakim celu, ale dowiedzialem sie pozniej, ze zapobiegaja p. chorobie morskiej. Ja z kolei nie mam problemow, nawet lubie jak kolysze statkiem. W restauracji i w barze ciagle tluklo sie szklo i od czasu do czasu ludzie wypadali z krzesel. Niektorzy pasazerowie sie dziwili, ze potrafie chodzic w miare prosto, nie trzymajac poreczy po kolyszacym statku.

Ostatni wieczor spedzilem z Norwegami w kabinie kapiana, byla tak ostra imprezka, ze "Dobranoc Mamo", co tam sie dzialo? Nie zapomne, jak pijane Angolki i Norweszki tak "ich" rozkrecily, ze tanczyly u kapitana na stole, niezle zakrapiajac gardziolka przy wesolej ukrainskiej muzyce. Bywalem wczesniej na roznych statkach, ale pierwszy raz mialem okazje tak mocno imprezowac w prywatnej kabinie Kapitana. Bylo na prawde wesolo, lubie jak ludzie dobrze "ich" bawia. Szkoda tylko, ze nie robilem zdjec z tych imprez, ale zdrowy rozsadek nakazywal uszanowac prywatnosc kapitana, szczegolnie w miejscu pracy.

W koncu dotarlismy do Ushuaia, nastapily rozliczenia finansowe. Moj rachunek byl stosunkowo niski, oczekiwalem wiecej i mimo wszystko zapytalem aby sprawdzono. Dostalem odpowiedz, ze na pewno sie zgadza. :)

Bardzo wazne sa napiwki dla zalogi, ktore wynosza minimum 15.- USD dziennie od kazdego pasazera, w sumie ok. 170.- USD.
Filipinczycy ciezko harujacy na statku zarabiaja ok. 800.- USD miesiecznie i napiwki sa powazna czescia ich dochodow.

Glowa niezle trzaskala po nieprzespanych nocach, a czekala jeszcze dluga i daleka droga do domu.
Przed podroza postanowilem udac sie do Kosciola w Ushuaia.

Przypuszczam, ze drogie wyprawy na Antarktyde maja na celu zastopowanie masowej turystyki, a zarazem degradacji ekosystemow, wydaje mi sie, ze to wlasciwa droga.
Mysle, ze warto uzbierac kase, aby zobaczyc potezne lodowce i zasmakowac polarnych klimatow.
Jesli chodzi o same pingwiny, to mozna je zobaczyc w Argentynie, Chile, nawet w RPA czy Australii!
Pierwszy raz moglem zobaczyc pingwiny wlasnie w Afryce, niedaleko Kapsztadu.

Dla mine dziwne i niezrozumiale, ale byli klienci, ktorzy byli mocno rozczarowani, przeciez oprocz pingwinow i sniegu to nic ciekawego nie ma i zalowali wydanej kasy. Poza tym nalezalo pozegnac sie na kilkanascie dni z internetem, ktory byl dosc drogi i chodzil bardzo wolno. Ja nie mialem problemu, ale taki odwyk zle wplywal na niektorych uczestnikow.

Taka ciekawostka, pol roku pozniej zamawiam wycieczke na Spitsbergen i trafiam na ten sam statek!
W Longyearbyen spotkalem zaloge kupujaca zaopatrzenie. Gdy mnie zobaczyli to powiedzieli, ze tym razem kupia dwa razy wiecej butelek koniaku. Pomyslalem "Ach ci Norwegowie!:-)
Szkoda tylko, ze byl juz inny kapitan, Alieksiej stracil prace, ale dowiedzialem sie, ze znalazl prace za lepsze kase na innym statku.

Dla mnie wazne, ze zaliczylem nie tylko Szetlandy Poludniowe, ale rowniez lad staly Antarktydy.
Antarktyda tak mnie zafascynowala, ze polubilem takie ostre, polarne klimaty.
Pozniej mialem okazje zwiedzic Spitsbergen, Grenlandie zima z psami Husky oraz zaliczyc Biegun Polnocny najwiekszym lodolamaczem na swiecie o napedzie atomowym!

Podobno w sezonie 2014/15 ok. 60 tys. osob odwiedzilo Antarktyde, w tym 76 osob z Polski.

Wspaniala i niezapomniana wyprawa i mam nadzieje, ze ciag dalszy ze Spitsbergenu nastapi. :)


Trasa ekspedycji:

Trasa.PNG

Dla ciekawosci podaje dodatkowo temperatury w dzien, ale nie zapominajmy, ze towarzyszyl mrozny polarny wiatr i te temp. odczywa sie gorzej, anizeli podaje termometr.

28.11 Jedna noc w hotelu w Ushuaia, Air Temp: 1°C
29.11 Chek-in na statek, Air Temp: 14°C
30.11 Drake Passage, Air Temp: -1°C
01.12 Aitcho Island, Air Temp: 1°C & Cecilia Islands, South Shetlands, Air Temp: 6°C
02.12 Cuverville Island and Neko Harbour, Air Temp: 6°C
03.12 Paradise Bay Air, Temp: 12°C, Gerlache Strait, Air Temp: 2°C
04.12 Deception Island, Air Temp: 0°C & Yankee Harbor, Air Temp: 4°C
05.12 Turret Point, Air Temp: 0°C & Arctowski Research Station, Air Temp: 7°C
06.12 Drake Passage, Air Temp: 0°C
07.12 Drake Passage to the Beagle Channel, Air Temp: 6°C


Fauna:

Lista ptakow i zwierzat, ktore widzielismy podczas naszej wycieczki i prosze spojrzec na roznorodnosc.
Podaje na wszelki wypadek nazwy angielskie, gdyz nie znam polskich odpowiednikow i nie chcialbym wprowadzic w blad.

Ptaki:
• Chinstrap Penguin
• Adelie Penguin
• Southern Gentoo Penguin
• Magellanic Penguin
• Wandering Albatross
• Royal Albatross
• Black-browed Albatross
• Gray-headed Albatross
• Light-mantled Sooty Albatross
• Southern Giant-Petrel
• Northern Giant-Petrel
• Sooty Shearwater
• Antarctic (Southern) Fulmar
• White-chinned Petrel
• Cape (Painted) Petrel
• Antarctic Petrel
• White-chinned Petrel
• Snow Petrel
• Antarctic Prion
• Blue Petrel
• Wilson’s Storm-Petrel
• Black-bellied Storm-Petrel
• King (Imperial) Shag
• Antarctic (Blue-eyed) Shag
• Kelp Gull
• Dolphin Gull
• South American Tern
• Antarctic Tern
• Brown (Antarctic) Skua
• Chilean Skua
• Snowy Sheathbill

Ssaki:
• Antarctic Fur Seal
• Southern Elephant Seal
• Weddell Seal
• Leopard Seal
• Crabeater Seal
• Killer Whale (Orca)
• Minke Whale
• Fin Whale
• Humpback Whale

Gdyby ktos mial czas i ochote podac odpowiedniki polskie ma u mnie piwo.

Filmik:

A tu zobaczycie, jak sie zgina dziob pingwina:

https://vimeo.com/189868257

Filmik zrobiony przez G Adventures, niestety bez glosu, ktory kazdy uczestnik wycieczki otrzymal na koniec w prezencie.

Antarktyda to Kontynent samych rekordow:

Podaje kilka ciekawostek na temat Antarktydy:

Antarktyda jest najpozniej odkrytym kontynentem
Oficjalna data odkrycia Antarktydy, kiedy ludzie pierwszy raz zobaczyli lad Antarktydy, to rok 1820, mimo ze na wczesniejszych mapach np. Piri Reis z roku 1513, istniala juz "Terra Australis" ukazujaca spore podobienstwo z dzisiejszymi mapami. 23 stycznia 1895 roku pierwszy czlowiek stanal na ladzie Antarktydy.

Antarktyda to najzimniejszy kontynent
Najnizsza temeratura klasy A zmierzona przez satelite "Landsat 8" na Antarktydzie Wschodniej w sierpniu 2010 to minus 93,2, a klasa A zaczyna sie od minus 73.
Najwyzsza temp. zmierzona na Antarktydzie w marcu 2015 -> plus 17.5.
Srednia temp. Antarktydy to minus 55, chociaz niektore zrodla podaja minus 40.

Antarktyda jest najbardziej wietrzna
Najwieksza predkosc wiatru zmierzona na naszej planecie to 327 km/h w 1972 roku.

Na Antarktydzie znajduje sie najsuchsza pustynia na swiecie
Srednie opady roczne wynosza zaledwie 55 mm i w niektorych miejscach deszcz nie padal 2 miliony lat!
Dry Valleys w Antarktydzie Wschodniej to najbardziej suche miejsce na naszej planecie, ktore de facto jest pustynia i mozecie wygrac nie jeden zaklad. De facto, warunki klimatyczne w Dry Valleys podobne sa do Marsa.

Antarktyda to najwieksza masa lodu na ziemi
Ok. 99% pokryte jest lodem o sredniej grubosci ca. 1,6 km, ale najwieksza grubosc to 5 km, czyli 16 x wieza Eiffla.

Antarktyda jest najslodsza
W lodach Antarktydy uwiezionych jest 90% swiatowych zapasow słodkiej wody i 90% lodu calej naszej planety. Gdyby cala Antarktyda stopniala, poziom wody w oceanach podniosl by sie o 58 metrow, chociaz niektore zrodla podaja nawet do 70 metrow.

Antarktyda jest kontynentem najwyższym
Srednia wysokość wynosi 2040 (według innych zrodel - 2290 m n.p.m).


Zdjecia:
Załączniki
1.JPG
2.JPG
3.JPG
4.JPG
5.JPG
6.JPG
7.JPG
8.JPG
9.JPG
10.JPG
11.JPG
12.JPG
13.JPG
14.JPG
15.JPG
16.JPG
16.JPG (49.91 KiB) Przeglądane 6866 razy
17.JPG
18.JPG
19.JPG
20.JPG
21.JPG
22.JPG
23.JPG
24.JPG
25.JPG
26.JPG
27.JPG
28.JPG
29.JPG
30.JPG
31.JPG
32.JPG
33.JPG
34.JPG
35.JPG
36.JPG
37.JPG
38.JPG
39.JPG
40.JPG
40.JPG (97.31 KiB) Przeglądane 6866 razy
41.JPG
41.JPG (72.89 KiB) Przeglądane 6866 razy
42.JPG
43.JPG
43.JPG (140.46 KiB) Przeglądane 6866 razy
44.JPG
45.JPG
46.JPG
47.JPG
47.JPG (97.28 KiB) Przeglądane 6866 razy
48.JPG
49.JPG
50.JPG
51.JPG
52.JPG
53.JPG
54.JPG
55.JPG
56.JPG
57.JPG
58.JPG
59.JPG
60.JPG
61.JPG
62.JPG
63.JPG
64.JPG
65.JPG
66.JPG
67.JPG
68.JPG
69.JPG
70.JPG
71.JPG
72.JPG
73.JPG
74.JPG
75.JPG
76.JPG
77.JPG
78.JPG
79.JPG
80.JPG
81.JPG
82.JPG
83.JPG
84.JPG
85.JPG
86.JPG
87.JPG
88.JPG
89.JPG
90.JPG
91.JPG
92.JPG
93.JPG
94.JPG
95.JPG
96.JPG
97.JPG
98.JPG
99.JPG
100.JPG
101.JPG
102.JPG
103.JPG
104.JPG
105.JPG
106.JPG
107.JPG
108.JPG
109.JPG
110.JPG
111.JPG
112.JPG
113.JPG
113.JPG (73.73 KiB) Przeglądane 6866 razy
114.JPG
Dla mnie podróże maja na celu nie tylko spełnienie marzeń i poznanie innych kultur, ale przede wszystkim poznanie samego siebie.
Relacja z wyprawy na Biegun Pólnocny lodołamaczem atomowym
Relacja z wyprawy na Antarktydę / Polska Stacja Arctowski
Wizyta w Czarnobylu i Prypeci

Avatar użytkownika
ccc
Podróżnik

  • Posty: 130
  • Dołączył(a): 06 kwi 2016 16:25
  • Podziękował : 7 razy
  • Otrzymał podziękowań: 9 razy
Góra

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

  • Reklama
Polska Baza noclegowa Spanie.Online Rozliczenie podatku za granicą Apartamenty Hiszpania Baza Noclegowa