1234567

Relacja z wyprawy na Antarktydę / Polska Stacja Arctowski

  
W tej sekcji umieszczamy relacje z podróży po Antarktydzie

Relacja z wyprawy na Antarktydę / Polska Stacja Arctowski

Nieprzeczytany postprzez ccc » 12 kwi 2016 13:36

Widze, ze jest spore zainteresowanie polarnymi klimatami i ze wzgledu na szczegolne prosby Uzytkownikow tego forum postanowilem napisac ta relacje.

Wstep:

Pomysl na Antarktyde narodzil sie chyba podczas mojej wyprawy do Chile w Punta Arenas. Obserwujac dostojne spacerujace pingwinki pomyslalem, dlaczego nie wyskoczyc na Antarktyde i w koncu zdobyc moj 7 kontynent! Pamietam, ze ceny przelotow z Chile na Antarktyde byly odstraszajaco wysokie. Poza tym poinformowano mnie, ze podpisuje sie wczesniej klauzule, ktora nie daje gwarancji ladowania na terytorium Anatarktydy, na wypadek ciezkich warunkow atmosferycznych. Tak wiec moje pierwsze podejscie nie wypalilo.
Rok pozniej zamowilem 2.5 tyg. wycieczke objazdowa po Argentyne i mialem niesamowite szczescie, tak jak w Chile. Mialem byc z grupa, a zrobily sie prywatne wakacje. Bylem tylko ja pilotka i kierowca, dokladnie tak jak lubie.
Wszystko bylo Perfect, wspaniale i niezapomniane wakacje.
Pomyslalem, jak juz bede w Argentynie, warto byloby wyskoczyc rowniez na Antarktyde, aby troche zaoszczedzic na przelocie transatlantyckim.

Moj plan przelotow transatlantyckich:
przeloty.png
przeloty.png (21.25 KiB) Przeglądane 4275 razy

Koszt przelotow wraz z podatkami lotniskowymi: 1680.- CHF.

Poza tym mialem jeszcze sporo dodatkowych przelotow liniami LAN i AR podczas zwiedzania Argentyny:
inter.png
inter.png (4.95 KiB) Przeglądane 4275 razy

ale nie bede wspominal o kosztach, bo Argentyna to akurat inny temat. W kazdym razie moj plan przelotow wewnetrznych zostal pozmieniany, z dodatkowymi miedzyladowaniami. Z Calafate lecialem nie bezposrednio do Buenos Aires, ale poprzez Ushuaia. Niektore przeloty mialem nawet w Business Class, mimo iz kupowalem Economy. W sumie sporo przelotow, tylko szkoda, ze nie zbieralem wtedy zadnych punktow milowych, ale ze stratami trzeba sie w zyciu liczyc, bo czlowiek nie zajedzie daleko. Na szczescie, mozna liczyc jeszcze na inne punkty, ktore duzo bardziej procentuja i najwazniejsze, ze nigdy nie przepadaja.:-)

Wracajac do Antarktydy, pamietam, ze w tanszych kabinach nie bylo juz wolnych miejsc. Byla opcja za ok. 8000.- CHF w 2-sobowej, lepszej kabinie z duzym oknem, stolikiem, oraz wlasna lazienka z prysznicem. Doplata do jedynki prawie podwojna! Czasu do namyslu mialem niewiele, z racji tego, ze w tej kategorii bylo juz tylko 1 wolne miejsce. A wiec zamowilem dodatkowo na deser 11-dniowa wycieczke statkiem z Ushuaia. Zamawialem poprzez biuro turystyczne w CH, de facto to samo biuro, ktore ukladalo mi caly program zwiedzania Argentyny.

Dla przykladu, ceny 11-dniowej wycieczki na Antarktyde w CHF, bez przelotow transatlantyckich na grudzien 2016 i zostalo juz tylko 1 wolne miejsce:
wycieczka.png
wycieczka.png (10.84 KiB) Przeglądane 4275 razy

Nie zapominajmy, ze sporo ludzi zamawia takie wycieczki na rok, a nawet 1.5 roku wczesniej. Jesli ktos dysponuje sporym wolnym czasem, to moze poleciec do Ushuaia, zorientowac sie na miejscu i zabookowac taniej. Oczywiscie pod warunkiem, ze beda jeszcze jakies wolne miejsca i ta oferta bedzie odpowiadac danym wymaganiom, czy tez jakis kompromis cenowy. Widzialem w lokalnych biurach ceny zaczynajace sie od ok. 3900.- USD za osobe w najtanszych 3-osobowych kabinach. Jesli bedzie to kabina kilkuosobowa, prawdopodobienstwo jest duze, ze ktos tam bedzie wydawal glosne dzwieki podczas spania. Ja lubie pewne zorganizowane wyjazdy, a 3-osobowa kabina by mi pewnie nie odpowiadala. W koncu czlowiek jedzie nie tylko zobaczyc Antarktyde, ale rowniez zrelaksowac sie i wypoczac. Moze potrzebowalem jakiegos luxusu, co prawda marzylem zobaczyc Antarktyde, ale nie za wszelka cene.

Wyprawa:

Pamietam, ze po przylocie do Ushuaia padal snieg, a na drugi dzien byla fantastyczna pogoda.
Ushuaia to male miasto, ok 70‘000 mieszkancow ze sloganem "Al fino del mundo"… – na koncu swiata… cos w tym jest. Ushuaia to strefa bezclowa i podobno najbardziej na poludnie wysuniete miasto swiata, w kazdym razie tak podaja w przewodnikach. Ale zaraz, przeciez Puerto Williams, Chile ma 3000 ludzi, tez jest miastem i lezy jeszcze nizej! Nie wszystko sie zgadza, co napisane w przewodnikach.

Najpierw byla 1 noc w hotelu i hotel byl wliczony w cene wycieczki. O ile pamietam, byl to jakis lepszy hotel, blisko portu. Wieczorkiem postanowilem poszukac jakiejs fajnej restauracji z owocami morza. Hotel polecil mi restauracje Villagio. Poszedlem i zamowilem sobie na kolacje Centolla, czyli czerwony krab krolewski, a do tego butelke Malbeca, poniewaz nie preferuje bialych win. Od mojego pobytu w Chile przepadam za krabami krolewskimi.:-)

Nastepnego dnia wstapilem do Kosciola w Ushuaia, uwielbiam Koscioly, szczegolnie jak nie ma jeszcze ludzi.
Przekasilem cos jescze na miescie i udalem "mnie" na statek.

Okolo 16 po poludniu byla odprawa paszportowa. W porce kupilem jeszcze jakis Rum i jeden z moich ulubionych whiskaczy: 18-letni Glenfiddich. Nastepnie wejscie na statek. Walizki czekaly juz na nas przed wejsciem do kabin i otrzymalismy takie czerwone kurtki polarne. Pozniej wiadomo standard, szkolenie na wypadek awarii, a wieczorem powitalny szampan i przedstawienie zalogi.
Odplywamy z Kanalu Beagle, na lewo i prawo lad. Po lewej stronie Argentyna, a po prawej Chile. Podczas mojego pobytu wczesniej 21.11.13 w Ushuaia mialem okazje wynajac awionetke i polatac nad Beagle kanalem. Pilot Nicolas, rowny Gosc, pozwolil mi przejac ster na ok. 15 minut. Zdarzylo mi sie wczesniej pilotowac awionetki w Afryce, glownie w Namibii i w Botswanie, ale powiem szczerze, tym razem balem "mnie". Pogada byla nieciekawa, strasznie rzucalo ta awionetka i trudno mi bylo utrzymac ster. Faceci sa jedank jak dzieci... :-) Dla chetnych podaje nazwe tego clubu: AERO CLUB USHUAIA, na wszelki wypadek, gdyby ktos byl zainteresowany i chcial sobie polatac. Ceny dokladnie nie pamietam, ale wydaje mi sie, ze mialem jakas specjalna cene, bo nie zaplacilem az tak duzo.

Pozniej juz tylko otwarte morze.

Moj statek mial na pokladzie ok. 120 miejsc dla pasezerow. Wszystkie miejsca zostaly wykupione, ale bylo tylko ok. 90 uczestnikow, bo niektorzy zamozni turysci placili prawie podwojnie, aby miec kabine do wlasnej dyspozycji. Taki maly statek nawet mi sie spodobal, nie lubie poteznych statkow, gdzie jest masa turystow. Poza tym ucieszylem "mnie" bardzo widzac nawet sporo mlodych ludzi. Srednia wiekowa na takich statkach siega nie rzadko 70, a czasami nawet wiecej! Bywa i tak, ze bogaci ludzie wypuszczaja 80-letniego dziadka w rejs po Swiecie takim statkiem hotelem, aby miec w domu spokoj i prawdziwe wakacje. Biedak, czasem nawet nie wie gdzie jest. :-)
Kabina byla w miare OK urzadzona, nie wiem jak w innych standardach, ale u mnie byly kilka razy dziennie swieze reczniki i ciagle wysprzatane na medal. W kazdym razie na poczatku rozdalem sprzataczkom szwajcarskie czekolady i dalem rowniez napiwki. Nierzadko lubie dawac napiwki z wyprzedzeniem, gdyz napiwki dawane na koniec nie przynosily oczekiwanych efektow.
Jeszcze taka inna ciekawostka, w toaletach kolo sali wykladowej byly duze okna bez zaslon, ciekawe! :-)
Statek byl zbudowany w 1972 roku w Danii i nalezal do kanadyjskiej korporacji G Adventures. Na poczatku sluzyl jako prom, pozniej byl uzywany w roznych rejonach, a na koncu przebudowanio jako statek expedycyjny przystosowany do regionow polarnych. Posiada klasa lodowa 1B i przyrzady sonarowe zmniejszajace ryzyko kolizji z gorami dodowymi, najwieksza szybkosc to 17 wezlow (31 km/h). Wyposazony jest w 6 lodzi ratowniczych, mogacych zabrac 150 osob i dla kazdego uczestnika byl przygotowany specjalny kombinezon do przezycia w ciezkich polarnych klimatach.
Dowiedzialem "mnie" od zalogi, ze poprzedni statek tej korporacji MS Explorer zatonal na Antarktydzie w 2007, po zderzeniu z gora lodowa.
MS_Explorer.png
MS_Explorer.png (120.65 KiB) Przeglądane 4275 razy

http://www.nbcnews.com/id/21935099/ns/w ... ntarctica/
https://en.wikipedia.org/wiki/MV_Explorer_%281969%29

Opowiadali mi Filipinczycy, pracujący na statku, ktorzy ta katastrofe na wlasnej skorze przezyli. Niezybyt podbudowujace, dowiedziec sie cos takiego, bedac juz na pelnym morzu, w drodze na Antarktyde.
Statek byl w miare komfortowo urzadzony i chyba nic nie brakowalo. Na statku bylo sala wykladowa, kiosk, sala fitness, sauna, biblioteka, no i oczywiscie „Polar Bear Bar“. Na pokladzie bylo 13 Zodiakow (gumowych pontonow) i na 10 wycieczkowiczow przypadal jeden opiekun, ktory byl jeszcze jednoczesnie lektorem.
Zaloga statku byla rosyjsko-ukrainsko-filipinska. W kierownictwie wycieczki byli ludzie z anglojezycznych krajow, przewaznie z USA, Kanady, Anglii, Australii i RPA. Szefowa kuchni byla Brazylijka. Kapitan Alieksiej byl z Ukrainy. Jezykiem pokladowym byl jezyk angielski.
Ciekawe, ze nie dostalismy zadnych kluczy do kabin, ktore podczas calej wycieczki nie byly zamykane. Zostawialo sie na stoliku w kabinie drogi sprzet fotograficzny, laptopy, tablety i de facto nic nie ginelo. :-)
Podzielono nas na 2 grupy, chodzilo o pozniejsze zejscia na lad i poprzez glosniki w kabinach oglaszano plan zajec i podawano terminy tzw. "Briefingow". Kazdy uczestnik musial tez wyprobowac gumowe kalosze, pozniej potrzebne do zejscia na lad.
Przez pierwsze 2 dni poprzez Drake Passage byla nuda, imprezowalem z Norwegami, alkohol lal sie strumieniami. Ci wariaci pili, jakby jutro miala byc jakas prohibicja, a ja mowilem juz chyba tylko po norwesku.
W barze, o ile pamietam jedno pol litrowe piwo kosztowalo 6.- USD a jedna mala lufka koniaku "Remy Martin" ok. 8.- USD. Na samym poczatku dalem kelnerom Filipinczykom "na dzien dobry" napiwki w twardej walucie. Od tej pory bylem b. uprzywilejowanem gosciem. Nalewali mi na prawde od serca podwojnie lufki koniaku, liczac prawdopodobnie za pojedyncze, jak sie pozniej na koniec okazalo. Nawet nie musialem podpisywac rachunkow, tak jak inni goscie. Bardzo dobrze, ze pozniej zabraklo butelek koniaku na statku, bo troche przysypialem na ciekawych wykladach o Antarktydzie.
Kuchnia byla wysmienita i dosc kreatywna. Wydaje mi sie, ze kazdy mogl znalezc jakies swoje przysmaki, jak np. Sushi i byl nawet moj ulubiony ser szwajcarski "Jersey Blue". Na sniadania i obiady byl szwedzki stol, gdzie prawdopodobnie nic nie brakowalo, a na kolacje wieczorem mozna bylo zamowic wspaniale 4-daniowe menu z karty. Do kolacji zamawialem winko i byl nawet moj ulubiony Malbec w cenie ok. 28.- USD za butelke. Nie bylo przydzielonych siedzen i kazdy siadal, gdzie chcial. Za kazdym razem siedzialem z kims innym, byla okazja poznac ludzi z roznych krajow i moglem porozmawiac prawie za kazdym razem w jakims innym jezyku. Service jednym slowem Perfect, a obslugiwaly nas mlode i slodkie Filipinki.:-)
Po kolacji w barze fajna muzyka Live. Poznym wieczorem bylo jeszcze Karaoke Filipinskie. Przecietny Filipinczyk uwielbia spiewac. Czy mu to wychodzi, czy nie, ale traktuje śpiew, jako doskonala zabawe. Kiedys slyszalem, ze Filipinczycy nie potrafia obyc sie bez Karaoke, tak jak Norwegowie bez alkoholu.

W koncu po 2 dniach ujrzelismy gory lodowe, niesamowite wrazenie. Przy tym czyste jak krysztal b. swieze powietrze. Wydawalo mi sie, ze widze x razy dalej, niz normalnie.
Za dodatkowa oplata, wykupiona wczesniej oferowane byly wycieczki kajakowe, czy tez nocleg w namiotach na stalym ladzie Antarktydy.
Musialem spauzowac z Norwegami, ktorzy tak "ich" juz rozkrecili, ze sniadania zaczynali od browarka, a ja notabene lubie dopiero wieczorem. Nie dawali mi jednak spokoju i ciagle o mnie pytali, jednym slowen zawsze gdzies tam na mnie czyhali.
Kapitan Alieksiej mnie chyba polubil, zaprosil do swojej kabiny i poczestowal polska Zubrowka. Nie wiem i nie pytalem, skad wyczarowal taka 1-litrowa “maciorke”. Ja co prawda wodkowy nie jestem, ale Zobroweczke akurat lubie, bo mi zawsze przypomina moj wspanialy kraj. Innym razem Kapital uraczyl dobrymi winami i nagral mi nawet CD z fajna ukrainska muzyka. Rozmawialismy po rosyjsku, bo nie znam ukrainskiego. Czesc wolnego czasu spedzilem w jego kabinie, gdzie nam nic nie brakowalo. Kapitanowi b. podoboly sie rozne ciekawe historie z moich pobytow na Ukrainie i Krymie, szczegolnie zabawna przygoda z monetami carskimi w Kijowie.

Ja mialem niesamowite szczescie, ze odwiedzilismy Polska Stacje Arctowski, ktorej wczesniej nie planowano, dla mnie absolutne highlight!. Kapitan Alieksiej byl tak uprzejmy, ze tam zawitalismy. Obiecal mi, ze pojedziemy i dotrzymal slowa. Na dodatek, dostac pieczatke Arctowski w paszporcie, a przede wszystkim chlapnac sobie wodeczki z naszymi chlopakami ze stacji. Pozwolili mi nawet zapalic cygaro na stacji, które de facto otrzymalem od jednego pasazera na statku.
Polska Stacja Antarktyczna uruchomiona 26 lutego 1977 miesci sie nie na samej Antarktydzie, ale na sasiadującej z nią Wyspie King George (Krola Jerzego). Jest zamieszkana przez caly rok, a latem, czyli wtedy, kiedy my mamy zime, przyjmuje sezonowe ekipy badawcze. Podczas antarktycznej zimy - od marca do listopada - w stacji zostaje juz tylko 7 osob, wczesniej kilkanascie, pilnuja, aby nie zamarzla. Poza tym chlopcy narzekali, ze b. slabo platna praca. Prowiant musi wystarczyc przez cala zime. Sprzet badawczy oraz zaopatrzenie, transportowane jest na stacje raz w roku statkiem rosyjskim. Rosjanie biora tylko 1 milion zlotych za kurs w obie strony, zaden polski statek nie pojechalby za takie pieniadze.
Oddalona od kraju Polska Stacja Antarktyczna niestety cierpi z powodu, niewystarczajacego finansowania i braku zainteresowania ze strony polskich wladz. Polska wydaje na utrzymanie stacji tylko 2,9 mln zl, a potrzebne jest minimum 2 razy wiecej, chodza nawet pogloski, ze bedzie definitywnie zamknieta. Moim zdaniem wielka szkoda dla Polski i calego Swiata Nauki.
Przepisy na Antarktydzie sa b. ostre, na ladzie nigdzie nie mozna zapalic, czy tez wziasc jakiegos kamyczka ze soba, ani tez nie mozna nic po sobie pozostawic. Jednorazowo moglo zejsc na lad tylko 50 osob, a pozostalych 50 osob musialo cierpliwie czekac, az tamci wroca. Podobno, aby zejsc na lad, kazdy armator musi miec specjalne pozwolenie na okreslana liczbe osob. Mielismy czasem jedno, a czasem dwa zejscia na lad dziennie, w zaleznosci od pogody, ktora potrafi zmieniac sie b. szybko, od slonca, po mocno dokuczajacy i szczypiacy wiatr, deszcz, snieg, a nawet sniezyce. Mimo wszystko, jak na Antarktyde mielismy w miara dobra pogode, ja i tak mam sporo szczescia na wakacjach. Jedynym niewypalem, o ile pamietam byla paskudna pogoda na wyspie Wielkanocnej. Bloto, drogi praktycznie nieprzejezdne, ale wpadlem na pomysl, wypozyczylem konia i przejechalem prawie cala wyspe na koniu.:-)

Za kazdym razem przed i po zejsciu na lad byla dezynfekcja butow (gumowych kaloszy), a podplywalismy tzw. zodiakami (motorowymi pontonami). Podobalo mi sie bardzo, ze tak dbaja o ten wspanialy kontynent.
Pamietam raz padal snieg, takie duze platki sniegu, do tego te wspaniale antarktyczne kulisy, bylo doslownie jak w bajce, chyba nigdy nie zapomne tego magicznego momentu.
Woda przybierala rozne kolory od fantastycznie turkusowego, zielonego po szary, niebieski, granatowy, a nawet czarny. Jednym razem woda byla tak czarna jak olej, a w niej odbijajace sie gory lodowe, cos niesamowitego, niepowtarzalnego, a nawet inspirujacego ...
Uwielbialem uciekac na zewnatrz, szczegolnie jak nie bylo tam jeszcze nikogo i delektowac "mnie" tym wspanialym powietrzem i otoczeniem.

Pewnego dosc poznego wieczoru siedzialem jeszcze w barze, z takim Szwajcarem i Angolem. Nagle przychodzi i dosiada sie do nas taka mloda i ladna "Mroweczka", de facto Angolka australijskiego pochodzenia. W pewnym momencie mowi, ze dla niej b. wazny jest sex na Antarktydzie, ktory koniecznie musi zaliczyc. W pierwszej chwilli pomyslalem, ze pewnie zartuje, ale okazalo sie, ze to prawda, skoro nie byla pijana i zapytala po raz kolejny calkiem serio. To pytanie tak nas wybilo z rytmu, ze nastala gleboka cisza. Faceci nie sa az tak odwazni, jakby sie wydawalo. :-) Poszedlem do baru zamowic kolejnego drinka, jeszcze troche posiedzielismy i w koncu dziewczyna zniknela z Angolem. Notabene, podrozowala z papa i biedny papa szukal w nocy coreczki po calym statku.

Jeszscze taka jedna ciekawa historia. Na tym statku podrozowalo 2 Niemiaszkow, jeden z Niemiec Zachodnich ok. 75 i jeden z Niemiec Wschodnich, ok. 65 lat. Mimo iz dzielili ze soba ta sama kabine, ktora im przydzielono, to w ogole ze soba nie rozmawiali. Nawet jak byli w wczesniej w Buenos Aires i w Ushuaia razem w pokoju 2-osobowym, to juz tam ze soba nie komunikowali. Wszystko wskazywalo na to, ze to ten z Niemiec Zachodnich milczal. Na szczescie obaj chetnie rozmawiali ze mna i jak jeden chcial sie cos o drugim dowiedziec, to pytali przeze mnie. Dziwne, ale prawdziwe. Ten z Niemiec wschodnich podarowal mi oryginalnie zapakowana zimowa czapke milicyjna z czasow DDR-u i dodatkowo jeszcze killa, na prawde b. porzadnych cygar. Pewnie ani w Biedronce ani w Auchan takiej czapki nie kupie. De facto, ta sama czapka musiala pojechac ze mna pozniej na Spitsbergen, Grenlandie, a nawet na Biegun Polnocny lodolamaczem atomowym.:-)

Wracajac do tematu, bylo wiele atrakcji, kajaki, noc w namiotach na stalym ladzie Antarktydy, Barbecue z szampanem na zewnatrz. Mozna tez bylo wziasc udzial w wielu ciekawych historycznych lub klimatycznych wykladach, czy tez obejrzec jakis fajny film o polarnej florze i faunie.

Nie rozumiem dlaczego kierownictwo wycieczki zapomnialo zorganizowac zwiedzania maszynowni, ktorej szefem byl Rosjanin Dymitrij. Ja zalatwilem prywatne zwiedzanie. Wzialem ze soba kilka osob ze statku, zwiedzilismy maszynownie i odsalarke wody morskiej. Tlumaczylem z rosyjskiego na niemiecki i angielski. Za ta grzecznosc postawilem Dimitrowi w barze i dostal od nas na koniec polarna kurtke zimowa.

Zawitalismy na Deception Island i dla chetnych byla kapiel w lodowatym morzu przy temp. 0°C .
Kilku chlopcow przebieglo na waleta po plazy, ale tak specjalnie, aby wszystkie dziewczyny widzialy, co maja do zaoferowania, a nastepnie wskoczyli do wody. Widzac po reakcji, szczegolnie te starsze panie byly mocno zainteresowane tym niecodziennym widokiem. Po kapieli oferowana byla lufka rumu.
Po drodze napotkalismy na orki, ale byly b. daleko i nie udalo mi sie zrobic zdjec. Musze przyznac, ze nie mialem odpowiedniego sprzetu do fotografowania z duzych odleglosci. Niektorzy uczestnicy, to mieli takie "wypasione" aparaty fotograficzne z dlugimi objektywami, ze przejsc obok bylo wrecz niemozliwe. No coz, mali ludzie male aparaty, wielcy ludzie duze aparaty i moze chca sobie cos w ten sposob zrekompensowac.:-)

Pewnego razu przywitala nas samotna, dostojna uchatka antarktyczna na krze lodowej. Poza tym napotykalismy slonie morskie, wieloryby, nawet lamparty morskie etc.
Widzac wspaniale kulisy wychodzilem bez kurtki na zewnatrz, nie chcialem tracic czasu na zejscie do kabiny, aby sie odpowiednio ubrac i mocno wdychalem to czyste zdrowe powietrze. Ludzie mocno poubierani w kurtki zimowe, czapki, rekawiczki, nie potrafili zrozumiec, ze nie dostaje tzw. gesiej skorki. W koncu kapitan poprosil mnie, abym "mnie" odpowiednio ubieral, bo ludzie widzac mnie trzesa sie strasznie z zimna. Nie wiem czemu, ale czasami nie odczuwam zimna. Z alkoholem nie ma to pewnie nic wspolnego. Podobno marznie sie bardziej po alkoholu, ktory rozgrzewa tylko na krotko, poniewaz powoduje rozszerzenie naczyn krwionosnych, a to prowadzi do szybkiej utraty ciepla.

W drodze powrotnej na Drake Passage mielismy potezne fale i porzadnie kolysalo statkiem. Na dodatek wial silny wiatr i wyjscie na zewnatrz bylo zabronione. Sporo uczestnikow powaznie chorowalo. Wiekszosc miala poprzyklejane takie male okragle plastry za uchem. Nie wiedzialem dlaczego, ale dowiedzialem sie pozniej, ze od choroby morskiej. Ja z kolei nie mam problemow i nawet lubie jak kolysze statkiem. W restauracji i w barze ciagle tluklo sie jakies szklo i od czasu do czasu ludzie wypadali z krzeselek. Niektorzy pasazerowie dziwili sie i pytali, jak ja potrafie chodzic w miare prosto po tak kolyszacym statku, nie trzymajac sie nawet poreczy. Nie potrafilem odpowiedziec im na to pytanie.

Ostatniego wieczoru, siedzialem w kabinie u kapitana, byla imprezka z kierownictwem wycieczki i nawet tam mnie Norwegowie namierzyli. Wtedy to juz bylo "Dobranoc Mamo", co tam sie dzialo? Nie zapomne, jak pijane Angolki i Norweszki tak sie rozkrecily, ze tanczyly u kapitana na stole, niezle zakrapiajac gardziolka, przy wesolej ukrainskiej muzyce. Bywalem wczesniej na roznych statkach, ale pierwszy raz mialem okazje az tak imprezowac, w prywatnej kabinie Kapitana. Jednym slowem bylo na prawde b. wesolo i bardzo lubie, jak ludzie dobrze sie bawia. Szkoda tylko, ze nie robilem zdjec z tych imprez, ale wypadalo uszanowac prywatnosc kapitana, szczegolnie w jego miejscu pracy.

W koncu dotarlismy do Ushuaia, bylo rozliczenie. Zdziwilem "mnie", ze moj rachunek byl nieproporcjonalnie niski, mimo wszystko zapytalem, aby sprawdzili. Dostalem odpowiedz, ze rachunek jest OK i na pewno sie zgadza.
Ja bylem co prawda po nieprzespanych nocach, a czekala mnie jeszcze b. dluga i daleka droga do domu.

Te wyprawy na Antarktyde sa de facto b. drogie, bo nie chca tam masowego turyzmu, moim zdaniem prawidlowo. Powiem szczerze, warto uzbierac kase, zobaczyc jeszcze ta nienaruszona przyrode, szczegolnie potezne gory lodowe i zasmakowac innych klimatow.

Jesli chodzi o same pingwiny, to wcale nie trzeba jechac na Antarktyde. Mozna je zobaczyc w Argentynie, Chile, a nawet w RPA i w Australii! Ja pierwszy raz widzialem pingwiny wlasnie w Afryce, niedaleko Kapsztadu.
Dla mine dziwne i niezrozumiale, ale byli wycieczkowice, ktorzy byli kompletnie rozczarowani i mowili po co tu w ogole przyjechali, przeciez oprocz pingwinow tu nic takiego ciekawego nie ma, zalowali wydanej kasy. Poza tym nalezalo pozegnac sie kilkanascie dni z internetem, ktory byl dosc drogi i chodzil niesamowicie wolno. Dla mnie nie bylo problemem rozstac sie na jakis czas z internetem, ale na niektorych uczestnikow wycieczki taki odwyk jakos zle dzialal.

Jednym slowem wspaniala, niezapomniana wyprawa! Antarktyda tak na mnie podzialala, ze polubilem takie ostre, polarne klimaty. De facto, pozniej zwiedzilem Spitsbergen, Grenlandie, a nawet Biegun Polnocny najwiekszym lodolamaczem na Swiecie o napedzie atomowym.

Na koniec taka ciekawostka. Pol roku pozniej zamawiam wycieczke na Spitsbergen i trafiam na ten sam statek! Wszyscy mnie juz tam znali i pamietali. W Longyearbyen spotkalem zaloge, kupujaca zaopatrzenie na statek. Jak mnie zobaczyli powiedzieli, ze tym razem kupia dwa razy wiecej butelek koniaku, aby nie zabraklo. Pomyslalem "Ach ci Norwegowie!:-) Szkoda, ze byl juz inny kapitan. Alieksiej stracil prace. Na szczescie, dowiedzialem "mnie" pozniej, ze znalazl prace na innym statku, za lepsze kase.

Trasa ekspedycji:

Trasa.PNG

Dla ciekawosci podaje dodatkowo temperatury w dzien, ale nie zapominajmy, ze towarzyszyl mrozny polarny wiatr i te temp. odczywa sie nizej, anizeli podaje termometr.

28.11 Jedna noc w hotelu w Ushuaia, Air Temp: 1°C
29.11 Chek-in na statek, Air Temp: 14°C
30.11 Drake Passage, Air Temp: -1°C
01.12 Aitcho Island, Air Temp: 1°C & Cecilia Islands, South Shetlands, Air Temp: 6°C
02.12 Cuverville Island and Neko Harbour, Air Temp: 6°C
03.12 Paradise Bay Air, Temp: 12°C, Gerlache Strait, Air Temp: 2°C
04.12 Deception Island, Air Temp: 0°C & Yankee Harbor, Air Temp: 4°C
05.12 Turret Point, Air Temp: 0°C & Arctowski Research Station, Air Temp: 7°C
06.12 Drake Passage, Air Temp: 0°C
07.12 Drake Passage to the Beagle Channel, Air Temp: 6°C


Fauna:

Lista ptakow i zwierzat, ktore widzielismy podczas naszej wycieczki i prosze spojrzec na roznorodnosc.
Podaje na wszelki wypadek nazwy angielskie, bo nie znam polskich odpowiednikow i nie chce wprowadzic w blad:

Ptaki:
• Chinstrap Penguin
• Adelie Penguin
• Southern Gentoo Penguin
• Magellanic Penguin
• Wandering Albatross
• Royal Albatross
• Black-browed Albatross
• Gray-headed Albatross
• Light-mantled Sooty Albatross
• Southern Giant-Petrel
• Northern Giant-Petrel
• Sooty Shearwater
• Antarctic (Southern) Fulmar
• White-chinned Petrel
• Cape (Painted) Petrel
• Antarctic Petrel
• White-chinned Petrel
• Snow Petrel
• Antarctic Prion
• Blue Petrel
• Wilson’s Storm-Petrel
• Black-bellied Storm-Petrel
• King (Imperial) Shag
• Antarctic (Blue-eyed) Shag
• Kelp Gull
• Dolphin Gull
• South American Tern
• Antarctic Tern
• Brown (Antarctic) Skua
• Chilean Skua
• Snowy Sheathbill

Ssaki:
• Antarctic Fur Seal
• Southern Elephant Seal
• Weddell Seal
• Leopard Seal
• Crabeater Seal
• Killer Whale (Orca)
• Minke Whale
• Fin Whale
• Humpback Whale

Gdyby ktos mial czas i ochote podac odpowiedniki polskie ma u mnie piwo.

Filmik:

A tu zobaczycie, jak sie zgina dziob pingwina:

https://vimeo.com/189868257

Filmik zrobiony przez G Adventures, niestety bez glosu, ktory kazdy uczestnik wycieczki otrzymal na koniec w prezencie.

Antarktyda to Kontynent samych rekordow:

Podaje kilka ciekawostek na temat Antarktydy:

- Antarktyda jest najpozniej odkrytym kontynentem. Oficjalna data odkrycia Antarktydy, kiedy ludzie pierwszy raz zobaczyli lad Antarktydy, to rok 1820, mimo ze na wczesniejszych mapach np. Piri Reis z roku 1513, istniala juz "Terra Australis" ukazujaca spore podobienstwo z dzisiejszymi mapami. 23 stycznia 1895 roku pierwszy czlowiek stanal na ladzie Antarktydy.

- Antarktyda to najzimniejszy kontynent, a najnizsza temeratura klasy A zmierzona przez satelite "Landsat 8" na Antarktydzie Wschodniej w sierpniu 2010 to minus 93,2. De facto Klasa A zaczyna sie od minus 73.
Najwyzsza temp. zmierzona na Antarktydzie w marcu 2015 -> plus 17.5.
Srednia temp. Antarktydy to minus 55, chociaz niektore zrodla podaja minus 40.

- Antarktyda jest najbardziej wietrzna, najwieksza predkosc wiatru zmierzona na naszej planecie to 327 km/h w 1972 roku.

- Na Antarktydzie jest najsuchsza pustynia na swiecie., srednie opady roczne wynosza zaledwie 55 mm i w niektorych miejscach deszcz nie padal 2 miliony lat! Dry Valleys w Antarktydzie Wschodniej to najbardziej suche miejsce na naszej planecie, ktore de facto jest pustynia i mozecie wygracie nie jeden zaklad. :-) Warunki klimatyczne na Dry Valleys podobne sa do Marsa.

- Antarktyda to najwieksza masa lodu na ziemi, ok. 99% pokryte jest lodem o sredniej grubosci ca. 1,6 km, ale najwieksza grubosc to 5 km, czyli 16 razy wieza Eiffla.

- Antarktyda jest najslodsza, w lodach Antarktydy uwiezionych jest 90% światowych zapasów słodkiej wody i 90% lodu calej naszej planety. Gdyby cala Antarktyda stopniala, poziom wody w oceanach podniosl by sie o 58 metrow, chociaz niektore zrodla podaja nawet do 70 metrow.

- Antarktyda jest kontynentem najwyższym, srednia wysokość wynosi 2040 (według innych zrodel - 2290 m n.p.m).


Zdjecia:
Załączniki
1.JPG
2.JPG
3.JPG
4.JPG
5.JPG
6.JPG
7.JPG
8.JPG
9.JPG
10.JPG
11.JPG
12.JPG
13.JPG
14.JPG
15.JPG
16.JPG
16.JPG (49.91 KiB) Przeglądane 4274 razy
17.JPG
18.JPG
19.JPG
20.JPG
21.JPG
22.JPG
23.JPG
24.JPG
25.JPG
26.JPG
27.JPG
28.JPG
29.JPG
30.JPG
31.JPG
32.JPG
33.JPG
34.JPG
35.JPG
36.JPG
37.JPG
38.JPG
39.JPG
40.JPG
40.JPG (97.31 KiB) Przeglądane 4274 razy
41.JPG
41.JPG (72.89 KiB) Przeglądane 4274 razy
42.JPG
43.JPG
43.JPG (140.46 KiB) Przeglądane 4274 razy
44.JPG
45.JPG
46.JPG
47.JPG
47.JPG (97.28 KiB) Przeglądane 4274 razy
48.JPG
49.JPG
50.JPG
51.JPG
52.JPG
53.JPG
54.JPG
55.JPG
56.JPG
57.JPG
58.JPG
59.JPG
60.JPG
61.JPG
62.JPG
63.JPG
64.JPG
65.JPG
66.JPG
67.JPG
68.JPG
69.JPG
70.JPG
71.JPG
72.JPG
73.JPG
74.JPG
75.JPG
76.JPG
77.JPG
78.JPG
79.JPG
80.JPG
81.JPG
82.JPG
83.JPG
84.JPG
85.JPG
86.JPG
87.JPG
88.JPG
89.JPG
90.JPG
91.JPG
92.JPG
93.JPG
94.JPG
95.JPG
96.JPG
97.JPG
98.JPG
99.JPG
100.JPG
101.JPG
102.JPG
103.JPG
104.JPG
105.JPG
106.JPG
107.JPG
108.JPG
109.JPG
110.JPG
111.JPG
112.JPG
113.JPG
113.JPG (73.73 KiB) Przeglądane 4274 razy
114.JPG
Dla mnie podróże maja na celu nie tylko spełnienie marzeń i poznanie innych kultur, ale przede wszystkim poznanie samego siebie.
Relacja z wyprawy na Antarktydę / Polska Stacja Arctowski

Avatar użytkownika
ccc
Podróżnik

  • Posty: 75
  • Dołączył(a): 06 kwi 2016 16:25
  • Podziękował : 2 razy
  • Otrzymał podziękowań: 5 razy
Góra

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

  • Reklama
Polska Baza noclegowa Spanie.Online Rozliczenie podatku za granicą Apartamenty Hiszpania Baza Noclegowa